"W połowie lat 50-tych podjęto w mieście budowę nowego kina z prawdziwego zdarzenia. Gdy na piaszczystym wzgórku porośniętym laskiem brzozowo-sosnowym pojawił się płot drewniany wszyscy w Stalowej Woli wiedzieli, że tam właśnie stanie nowe kino. Mozolnie podnosiło się, co ciekawsi zaglądali przez parkan, co dzieje się na budowie.

Budowa Kina Ballady

Tymczasem szef ZBM, inż. Alojzy Sztwiertnia meldował władzom miejskim: W 1954 roku były finanse, brakowało dokumentacji. Zaś w 1955 roku jest dokumentacja, a brakuje finansów. Nowe kino w końcu 1955 stało w stanie surowym. Brakowało pieniędzy na jego dokończenie. Oburzenie na żółwie tempo prac było powszechne. Młody radny z ZMP Józef Gaweł na sesji MRN uważał za konieczne, aby wydelegować kilku ludzi do Zarządu Kinematografii do Warszawy i tym biurokratom zwrócić uwagę na to, ażeby kino ukończyć w bieżącym roku, gdyż na ten cel potrzebny jest nieduży kredyt. Ale w 1955 roku kina nie dokończono, również następny rok, mimo ogromnego głodu kinowego, nie przyniósł nic nowego. Ludzie cisnęli się przed okienkami kasowymi w "Stali" albo też chodzili do kina w Rozwadowie, gdzie ogonki przed kasą na ogół nie zdarzały się. 20 kwietnia 1958 roku nareszcie nowe panoramiczne kino ochrzczone "Ballada", przy ulicy Staszica, przyjęło pierwszych widzów, pokazując film "Paryżanka" z Brigitte Bardot. Uczta była niebywała, tłum walił drzwiami i oknami, szturmował kasy. Każdy chciał być pierwszy w nowym kinie, najładniejszym w województwie, relacjonowała gazeta Huty. Później ogonki były coraz krótsze, wreszcie zanikły, gdy las anten telewizyjnych pokrył miasto. Kierownikiem nowej placówki został Edward Gołębiewski. Kino "Stal" funkcjonowało jeszcze kilka lat, zamknięto je ostatecznie w 1962 roku. Pracownicy przeszli do "Ballady". Kierowniczka "Stali" Zdzisława Zielińska została zastępcą Gołębiewskiego.

 

Budowa kina BalladyW 1970 roku coraz mniej ludzi chodziło na seanse filmowe. Wygodna i bierna konsumpcja dóbr kulturalnych jest chyba najbardziej powszechna w naszym środowisku - narzekała miejscowa gazeta. Stąd też przed kasami "Ballady" i "Wrzosu" nie spotka się ogonka, przeciętny obywatel Stalowej Woli 7 razy w roku odwiedza kino i pod tym względem jesteśmy gorsi od statystycznego Polaka. Powodzeniem cieszą się filmy z Winnetou, Angelikami, z chłopcami szybko dobywającymi colta, a często naprawdę filmy o dużych walorach artystycznych i ideowych nie przyciągają widzów, co może świadczyć wyłącznie o szukaniu rozrywki, szukaniu możliwości oderwania się od normalnych dni. Niewielu jest takich, którzy w filmach szukają głębokich przeżyć estetycznych? Kino mniejsze jakim jest "Ballada", przyciąga znacznie więcej widzów niż "Wrzos", liczący prawie dwa razy więcej foteli. "Balladę" w zeszłym roku odwiedziło 150 tys. widzów, a "Wrzos" zaledwie parę tysięcy ponad 70. Skąd te różnice? Z pewnością nie bez znaczenia jest ilość seansów, których "Ballada" daje więcej (wtedy wyświetlano także filmy do południa - przyp. D.G.), ale także istotną sprawą jest jakość projekcji i terminowość, z którą "Wrzos" jest wyraźnie na bakier. To odstrasza także. Dla stalowowolskich kin coraz większym konkurentem była telewizja, która upowszechniała się w błyskawicznym tempie.

źródło: fragment z książki Dionizego Garbacza "Wzrastanie. Stalowa Wola 1954-1973" Tworzenie kultury (s.191-192) Wydawnictwo "Sztafeta" Stalowa Wola 1997